Szłam trzymając w rękach walizki. Dzisiaj ma się zacząć
inne życie. Po 3latach muszę się wkońcu nauczyć żyć bez wspomnienia blond włosego
mężczyzny. Mężczyzny, którego ciągle kocham a nie wiem gdzie jest... A wszystko
przez mojego ojca...
Otrząsnęłam się ze swoich myśli i nagle zorientowałam się gdzie stoję. A
stałam przed ogromnym jachtem. Z tego, co wiem to właśnie ten Jacht będzie moim
domem przez następne kilka tygodni. Zaczęłam ilustrować całą konstrukcje. Nagle
ktoś puknął mnie w ramie. Od razu się odwróciłam. Stał przede mną mój praco
dawca.
-Melody Black?
-Tak to ja.
-Witam. Jak pani wie nazywam się Anik Kadam.Teraz zapraszam na jacht.
-A co z walizkami?
-Ach tak. Proszę chwile zaczekać panno Melody.
-Melody. Po prostu Melody bez żadnej panny. Mam tylko 21at.Proszę, więc
zwracać do mnie tylko po imieniu.
-Dobrze... Melody. Kishan! Proszę przyjdź tu!
-Kishan? Kto to?
-To jeden z mężczyzn, których będzie pani uczyła sztuk walki. Będzie jeszcze
jeden mężczyzna i kobieta.
-Rozumiem.
Nagle usłyszałam, że ktoś idzie w naszą stronę. Odwróciłam się i zobaczyłam przystojnego
mężczyznę. Był wysoki, umięśniony miał skórę o odcieniu brązu. Czarne włosy
miał przerzucone do tyłu. Jego żółte oczy wpatrywały się we mnie ze
zdziwieniem.
Można było się w nim zakochać. Ale nie umiałam zaponie ć o innym. I nie mogłam
się powstrzymać przed porównaniem obydwu mężczyzn. Kishan miał czarne dosyć
długie włosy, za to Ren, który zamieszkał w moim sercu ostatnio jak go
widziałam miał krótko przystrzyżone nie samowicie blond włosy. Na mnie patrzył
inny kolor oczu. Obydwaj byli umięśnieni i wysocy. Kishan miał skórę o odcieniu
brązu za to... Draco...
O nie... Jego imię. Trzy lata nawet w myślach go nie powiedziałam a
teraz. Wiem, że nie umiem o nim zapomnieć. Więc poco mam sama się tego
wypierać? Tak kocham ciągle Dracona Malfoya. Niestety nie umiem sobie z tym
poradzić.*
Więc Draco miał bardzo jasną skórę. Jeszcze jedna była zasadnicza różnica.
Oczy. Te były żółte. Za to te, które mnie nawiedzały od 10lat w snach były
szaro-niebieskie. Niesamowicie różne od tych.
Kishan patrzył na mnie jak na 8cud świata.
-Kishanie oto nasza nauczycielka sztuk walki: Melody Black. Melody oto Kishan.
Będziesz uczyła jego brata Rena. Jak tylko go zobaczysz będziesz wiedziała, że
to on. Są bardzo podobni. Kishanie proszę zanieś bagaże Melody do jej
pokoju. Będzie oznaczony, więc poznasz.
-Dobrze. -I uśmiechnął się do mnie jak najbardziej pociągająco. Nie stety to
na mnie nie działa. Coś czuję, że będę miała z tym chłopakiem problemy.
Kishan odszedł.
-Pann... Melody może cię oprowadzić, bo jachcie i pokazać ci gdzie będziesz
jadała, miała lekcje, gdzie będziesz mogła odpoczywać i jeszcze twój pokój?
-Dobrze. Niech pan prowadzi.
***
Ten jacht jest ogromny. I niesamowity. Widać, że mój pracodawca jest bardzo
bogaty. Właśnie siedzę na łóżku w moim pokoju, który był urządzony niesamowicie
luksusowo.
-WASZĄ nauczycielkę sztuk walki?- Zdziwił się Ren- My z Kishanem raczej mamy
ją opanowaną. Lekcje nam niepotrzebne.
-Uznałem, że powinniście się podszkolić.
-A ja chętnie zobaczę, na co was stać. Jak zechcecie będziemy mogli powalczyć.-
Odezwałam się
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł. -Odezwała się, Kelsey- Ren i Kishan naprawdę
są dobrzy.
-Za to ja określę ich umiejętności. Wkońcu to ja jestem tutaj nauczycielką.
Panie Kadam, kiedy mamy mieć lekcje?
-A to już ty ustalasz. Tak, aby wszystkim pasowało.
-Dobrze. Jutro równo o dziewiątej wam pasuje?
-Mi tak -powiedział pospiesznie Kishan
Ledwo go poznałam a już działa mi na nerwy.
-Nam też odezwała się Kelsey
-Więc ustalone.
Resztę posiłku spędziliśmy w ciszy. Ja skończyłam, jako pierwsza. Szybko
odeszłam od stołu z zamiarem przygotowania wszystkiego do jutrzejszej lekcji.
Jak tylko zniknęłam innym z zasięgu wzroku usłyszałam szur krzesła i zrozumiałam,
że Kishan ma zamiar iść za mną.
No to przerąbane. -Stwierdziłam w myślach.
Jak najszybciej dotarłam do pomieszczenia powierzonego do moich lekcji.
Była tam mata i wiele profesjonalnych przyrządów do walki. W rogu sali były
też tarcze i worek treningowy. Postanowiłam się rozgrzać używając do tego właśnie
ten worek.
Po chwili już z wielką siłą uderzałam w worek. Zawsze przed treningami
lekcjami i wszystkimi okazjami, w których walczyłam wracałam myślami do wojny,
którą przeżyłam mając 17lat.
Wszystkie odczucia, co do niej powróciły do mnie. To, co się działo przez
kilka lat nagle wstąpiło do mojej głowy.
Śmierć wielu ludzi. Torturowanie ich. Ból. Smutek. Żal. Nienawiść. Wojna.
A ja musiałam brać w tym udział. Pamiętam wszystkich ludzi, jakich torturowałam.Pamiętam
wszystkich. Wszystkich torturowanych. Wszystkich zabitych. Wszystkich
więzionych. Usłyszałam kroki. Ale były one poza mną. Teraz byłam pogłębiona w
wspomnieniach. Nie zorientowałam się, kiedy osunęłam się na mate. Byłam
przytomna. Ale pogrążona w bólu. Bólu wspomnień.
Rozdziały nie będą długie. Będą moim zdaniem tak w sam raz. Jak ten. Za to
postaram się je dodawać regularnie. Błędy pewnie są, ale ja nie umiem ich
wyłapywać a tak zwany "wujek Word" nie zawsze wszystko wyłapie.
Narazie poszukuję bety i mam nadzieję, że jeżeli zdąży się jakiś czytelnik nie będzie
on mi wytykał błędów.